domy / rzemiosło / wnętrze

Nie zawsze popiół, co się pali

Gdyby zestawić ze sobą słowa „drewno” i „płomienie” oczyma wyobraźni najpewniej dostrzeglibyśmy pożar albo chociaż ognisko, w którym pocięte na opał drzewo skwierczy przyjemnie.

To połączenie zakłada jeszcze inną możliwość, która nie wiąże się ani ze stratą mienia, ani z pieczeniem kiełbasek czy ogrzewaniem zmarzniętych kończyn, natomiast ma wiele wspólnego z wystrojem wnętrz. Chodzi, rzecz jasna, o pirografię, czyli artystyczne ozdabianie drewnianych (choć nie tylko) powierzchni za pomocą rozgrzanego, cynowego grota.

Zwykłe obrazy bywają drogie. Ba, nawet zdobycie takowych po znajomości może okazać się niełatwym zadaniem, bo debiutujący artyści starają się dowartościować, a ci co bardziej znani mają już ustalony cennik. A przecież trzeba jakoś przyozdobić ściany!

Z braku laku taniej wyjdzie zakup pyrografu, a tuż po nim odpowiednich desek. Do tego zestawu brakuje jeszcze prądu, trochę czasu oraz pomysłu. Gdy wszystko będzie gotowe, można przystąpić do pracy.

Każda „wypalanka” to jak rysunek na kartce, z tą niewielką różnicą, że nie da się go tak łatwo wymazać, dlatego przemyślane ruchy to klucz do sukcesu. Zmiana temperatury urządzenia przyda się przy cieniowaniu, zaś wymienne groty o różnych zakończeniach ułatwią pracę podczas konturowania czy wypełniania.

A co, jeśli znalazło się przykuwający oko rysunek w Internecie, ale nie ma się na tyle zdolności, żeby go przerysować z patrzenia? W takim wypadku wystarczy szybki druk i odbicie na drewnie od kalki technicznej. Problem z głowy, a piękno w domu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *